Cudze chwalicie, swego nie znacie! Stwierdzenie takie nasuwa się nieodparcie, gdy wnika się głębiej w przeszłość Jerzmanic Zdroju, niewielkiej wsi położonej w odległości 4 km na południowy zachód od Złotoryi.
Tylko nieliczni turyści decydują się na okolice Jerzmanic. Gdy nawet wzbudzi zainteresowanie słowo "Zdrój", to niewielu wysiada na uroczej stacyjce z drewnianą, otwartą poczekalnią, charakterystyczną dla miejscowości wypoczynkowych. Warto zauważyć, że jest to jedyna miejscowość na terenie Pogórza Kaczawskiego i Gór Kaczawskich z określeniem "Zdrój" i już to jest wystarczającym powodem, aby przybliżyć jej dzieje i teraźniejszość.
Skąd wzięła się nazwa wsi? Dlaczego obszar ten nie powinien być omijany przez turystów? Oto tylko przykładowe pytania, na które odpowiedź znajdziecie w niniejszym szkicu.


Rys historyczny i dzień dzisiejszy

 Archeologowi rejon jerzmanicki kojarzy się z ciekawymi znaleziskami i górnictwem złota. Gromady hodowców i rolników przybyły tutaj już w młodszej epoce kamienia zwanej neolitem (4000 - 1800 r. p.n.e.). Z tego okresu pochodzą odkryte na terenie wsi toporki, siekierki i motyka kamienna. Sporo natomiast znalezisk z epoki brązu ma związek z ludnością kultury łużyckiej (1300 - 400 r. p.n.e.). U podnóża skał, w dolnej części wsi zwanej Podgórnikiem, znaleziono w 1906 roku skarb przedmiotów z brązu (Fot.1). 

Do epoki brązu zalicza się także urny odkryte w okolicach Jerzmanic. Natrafiono tutaj również na ślady osadnictwa wczesnośredniowiecznego z VI - XII / XIII w. w postaci fragmentów naczyń ceramicznych.

Niewykluczone, iż już w czasach słowiańskich Trzebowian, zamieszkujących najprawdopodobniej omawiane tereny w VII - X w., wiedziano o pokładach złotonośnych piasków zalegających okolice Złotoryi. Ich złoża występują tutaj, jak wiadomo, w dwóch okręgach. Pierwszy rozciąga się od granic miasta na północny wschód, obejmując Kopacz, Kozów i Rokitnicę, a drugi to właśnie rejon Jerzmanic Zdroju, Sępowa i Nowej Ziemi. Rozkwit górnictwa złota obejmuje okres od końca XII w. do 30-, 40-tych lat XIII w. Ostateczne obumarcie opłacalnych prac wydobywczych nastąpiło w połowie XIV w. Pozostałościami eksploatacji złota w najbliższych okolicach Jerzmanic są widoczne do dzisiaj zarysy hałd i płytkie wgłębienia po czynnych niegdyś szybach (Fot.2).

Właśnie w czasach wczesnego średniowiecza zostały najpewniej założone Jerzmanice. Wiele wskazuje na to, że początki wsi umieścić można w okresie burzliwej kolonizacji, jaka rozpoczęła się na Śląsku w końcu XII w. za sprawą księcia Bolesława Wysokiego (zm. 1201 r.), a przede wszystkim księcia Henryka Brodatego, panującego w latach 1201 - 1238. Do osiedlania się w tym miejscu zachęcało naturalnie wspomniane wyżej złoto, jak również zasobna w wodę rzeka Kaczawa czy też trakt handlowy prowadzący tędy z Legnicy przez Złotoryję do Lwówka i dalej na zachód.

Średniowieczne źródła historyczne bardzo rzadko jednakże informują o Jerzmanicach. Nie sposób obecnie zweryfikować twierdzenia Teodora Ölsnera, który podał w 1867 roku, iż wieś wzmiankowo już w 1253 roku pod nazwą Hermanstorph, wywodzącą się najprawdopodobniej od jakiegoś Hermana. Zdaniem wydawców Kodeksu Dyplomatycznego Śląska, słyszymy o Jerzmanicach w dokumencie księcia legnickiego Wacława I z 1344 roku. Książę scedował wtedy swe prawa do młyna zbożowego we wsi Hermsdorf (przedwojenne określenie Jerzmanic) na wymienione z nazwy miasto - być może Chojnów. Niewykluczone jednak, iż wiadomość ta dotyczy nie naszych Jerzmanic lecz Jerzmanowic k. Chojnowa, które posiadały kiedyś taką samą nazwę niemiecką. Całkiem wiarygodna informacja pochodzi dopiero z 1497 roku, a znalazła się w złotoryjskiej księdze miejskiej, Jerzmanicki młynarz Willenberg zobowiązał się wtedy do przekazywania rocznie 18 funtów oleju dla biednych w szpitalu w Złotoryi.

W czasach nowożytnych osiedliły się w Jerzmanicach szlacheckie rody Bocków i Schindlów. Założyły one duże majątki i fundowały okazałe budowle, o czym jeszcze będzie mowa (Fot.3). Nadal istniały ścisłe związki Jerzmanic ze Złotoryją. Po 1541 roku Albrecht von Bock zbudował w Złotoryi dwór przy dzisiejszej ulicy Szkolnej. W 1707 roku przejęło go miasto urządzając w nim szkołę w l. 1765 - 67. W I poł. XVI w. Jerzmanice były celem częstych spacerów słynnego rektora złotoryjskiego Gimnazjum Humanistycznego Walentego Trotzendorfa i jego uczniów.

W 1599 roku ukończono budowę młynówki, która swój początek otrzymała tuż za północnym krańcem Jerzmanic, biegnąc potem przez całą Złotoryję. Nieco wcześniej, w 1584 roku rozpoczęto wznoszenie tzw. górnego jazu na Kaczawie, niedaleko dzisiejszego zakładu poprawczego. Jaz niszczony był przez wiele powodzi, ale zawsze reperowany. W 1707 roku otrzymał np. kamienną konstrukcję, a obecną postać przybrał w 1927 roku po uszkodzeniach przez powódź w 1926 roku.

Największa i najbardziej niszczycielska powódź miała miejsce w 1608 roku. Przeszła wtedy Kaczawą potężna fala zalewając kolejno leżące nad rzeką miejscowości. O jej skali świadczy fakt, iż w Złotoryi wzniosła się na wysokość około 1,5 metra ponad ówczesny poziom ulic w pobliżu Kaczawy. W samych Jerzmanicach powódź pochłonęła 84 osoby i wyrządziła znaczne straty materialne. Woda porwała wówczas m.in. młyn wspomnianego wyżej Willenberga.

W XVII w. wieś przeżyła ciężkie chwile podczas wojny 30-letniej (1618 - 1648). Przechodziły tędy wojska różnych krajów niemieckich, a nawet szwedzkie. W niedalekiej Pielgrzymce kwaterował wtedy naczelny dowódca katolickich wojsk cesarskich Albrecht Wallenstein i przechodził zapewne przez Jerzmanice zmierzając w 1633 roku do Złotoryi. Na początku XIX w. stacjonowały w okolicach wsi wojska napoleońskie. Spaliły się wtedy najmniej dwa gospodarstwa i probostwo. Od strony Jerzmanic 23 sierpnia 1813 roku, uderzyły na Wilczą Górę oddziały francuskie, aby pokonać Rosjan a następnie wyprzeć na krótko Prusaków ze Złotoryi.

Ważne przemiany przyniósł Jerzmanicom wiek XIX. W 1830 r. wieś liczyła 587, a w 15 lat później już 852 mieszkańców (w tym 55 katolików), zajmujących 105 domów. Znajdowały się tutaj wtedy 1 ewangelicka szkoła z 1 nauczycielem i 2 duże folwarki zw. Górnym i Dolnym. Funkcjonowały 2 gorzelnie i 2 karczmy, 1 młyn wodny, a przede wszystkim zakład przędzalniczy z wykańczalnią sukna w dolnej części wsi (Fot.4).  Obsługiwało mieszkańców 6 rzemieślników różnych specjalności, w tym 1 fryzjer. Zajmowano się rolnictwem, ogrodnictwem i hodowlą, głównie owiec (1100 sztuk merynosów) i bydła (239 krów). Na gruntach wiejskich wydobywano w dwóch miejscach wapień.

Wykańczalnia sukna zbudowana została w l. 1836 - 37 przez kilku złotoryjskich fabrykantów. Wykorzystali oni teren odstąpiony przez młynarza Straussa. Zabudowania fabryczne tworzył przede wszystkim duży, kilkupiętrowy budynek główny oraz mniejszy, w którym mieściła się prasowalnia. Zakład funkcjonował do połowy lat 70-tych XIX w., dając zatrudnienie około 70 ludziom (w 1840). Grunty pofabryczne wróciły potem w ręce rodziny Straussów, lecz na krótko, ponieważ w 1880 roku nabył puste budynki ówczesny lekarz powiatowy ze Złotoryi dr Christian Leo. Dzięki jego staraniom otworzono tutaj w 1881 roku zakład leczniczy pod nazwą Jerzmanice Zdrój (niem. Hermsdorf Bad) (Fot.5). Tak zaczęto określać całą miejscowość, choć oficjalnie, np. na mapach, występowała ona bez słowa "Bad" .

Z inicjatywy dr Leo podwyższono byłą prasowalnię o jedno piętro, umieszczając na parterze restaurację i salę koncertową, a na piętrze pokoje dla obsługi (Fot.6). Zakład nastawiony był na kąpiele błotne borowinowe, parowe i w wywarze z igieł świerkowych oraz inhalacje, kurację żętycą i inne zabiegi. Żelazisto-węglanowe błoto czerpano ze źródeł Czerwonego Potoku zasilającego Kaczawę na wysokości Nowej Ziemi. Reklamowano też, stosowaną w kuracji pitnej, miejscową wodę - szczawę węglanowo-żelazistą, ale powojenne badania nie potwierdziły jej wartości. Leczono - jak głosiły m.in. reklamy w przewodnikach turystycznych - choroby reumatyczne, artretyczne, nerwowe, kobiece, dolegliwości śledziony, wątroby i nerek, a nawet anemię. Rocznie przybywało do 200 i więcej osób. W uzdrowisku organizowano koncerty z udziałem kapel złotoryjskich, a w okolicach polowania.

Przystosowano również najbliższe okolice Jerzmanic do potrzeb leczących się i wypoczywających (Fot.7). Urządzono alejki z ławeczkami, często na występach skalnych, które ochraniano barierkami. Podziwiano stamtąd malowniczą dolinę Kaczawy. Drążono kamienne schodki, takie, jakie jeszcze dzisiaj wiodą na Kruczą Ścianę. W 1883 roku powstała w Złotoryi sekcja Związku Karkonoskiego (Riesengebirgsverein - RGV). Pod jej opieką znalazła się nie tylko Wilcza Góra (Wilkołak), ale także tereny Jerzmanic. Niedaleko na wschód od Kruczej Ściany, w dolince wyschniętego potoku stoi jeszcze niewielki kamień postawiony w 1886 roku przez złotoryjski oddział RGV (treść inskrypcji: RGV, Goldberg, 1886). Zapewne ułożono wówczas z kamieni ścieżkę nad brzegiem potoku.

W obrębie zabudowań uzdrowiskowych znajdował się obszerny park z placem do tenisa i stawem. Kuracjusze spacerowali często do restauracji "Leśny Zamek" (Fot.8) i dalej na Wilczą Górę, gdzie oczekiwały schroniska i ładne widoki. Wynająć pokój i spożyć posiłek można było również w wielu budynkach wiejskich.

Dr Ch. Leo zmarł w 1907 roku i pochowany został na wzgórzu graniczącym z zakładem od północnego zachodu. Zachowały się tam jeszcze fragmenty okazałego grobowca rodziny Leo. Po śmierci założyciela zakład podupadł, zmieniając kilkakrotnie właścicieli. W 1922 roku urządzono tutaj ośrodek dla ozdrowieńców, przede wszystkim dzieci. Przybywały one na 4 -6 tygodni. Do 1928 roku ich liczba osiągnęła 650 osób. We wcześniejszym obiekcie restauracyjnym zorganizowano stołówkę i kuchnię. Boczne skrzydło domu dla kuracjuszy przebudowano na internat dla dzieci. Kierowali ośrodkiem lekarze ze Złotoryi. Uzdrowisko, uważane za najtańsze na Śląsku, dysponowało czterema domami zdrojowymi z około setką pokoi.

W 1926 roku spalił się młyn wodny nieopodal zakładu i jego pozostałości zamieniono częściowo na piekarnię (Fot.9).

W 1904 roku wieś liczyła 650 mieszkańców. W następnych dziesięcioleciach liczba ludności ulegała zmianom: 1914 - 570, 1928 - 876 ( w tym 41 katolików), 1937 - 965 osób.

Przełom XIX i XX wieku przyniósł Jerzmanicom ważne połączenia kolejowe. W sierpniu 1895 roku otworzono linię ze Złotoryi do Świerzawy, przedłużoną w lutym 1896 roku do Marciszowa. W maju 1896 roku uruchomiono połączenie z Jerzmanic do Nowej Wsi Grodziskiej, skąd już od grudnia 1895 roku można było dostać się do Lwówka, a od kwietnia 1906 roku również do Bolesławca (Fot.10).

W I połowie XX wieku spróbowano znowu szczęścia w poszukiwaniu złota. W 1925 roku firma Schőller i Spółka z Frankfurtu nad Menem rozpoczęła prace górnicze w dolinie wspomnianego wyżej Czerwonego Potoku. Do 1927 roku wspólnie ze spółką górniczą ze Złotoryi wydrążono 60-metrową sztolnię Jadwigi. Natknięto się przy tym na ślady dawnego górnictwa złota, co mogło zwiastować pomyślny wynik poszukiwań. Jednakże nie przyniosły one rezultatów i w 1928 roku przerwano dalsze drążenia.

Z czasów II wojny światowej pochodzą wyraźne jeszcze ślady okopów na wzgórzach na północ od wsi i nad Kruczą Ścianą. Na nic zdał się jednak opór hitlerowców. W lutym 1945 roku rejon Złotoryi i Jerzmanic opanowały wojska radzieckie. Wieś znalazła się w obrębie powiatu złotoryjskiego. Od 1975 roku Jerzmanice są jedną z 17 wsi gminy Złotoryja.

Od maja - czerwca 1945 roku przybywać zaczęli do Jerzmanic pierwsi polscy osadnicy, głównie z Polski centralnej jak też ze Wschodu. Zamieszkały tutaj również rodziny góralskie. We wrześniu 1945 roku ruszyła szkoła podstawowa, a w 1948 roku powstało Państwowe Gospodarstwo Rolne, obejmując budynki dawnego majątku Bocków w środkowej części wsi.

W 1949 roku rozpoczęto prace przy budowie linii kolejowej, która połączyła kopalnię miedzi "Lena" koło Wilkowa ze stacją w Jerzmanicach. Linia ta liczy 6,525 km długości i charakteryzuje się dużym nachyleniem, dochodzącym do 40,9 ‰. Zbudowano ją według projektu, który powstał w latach 1946 - 47. Linię oddano do użytku w maju 1952 roku i jeszcze do 1957 roku kursowały po niej także pociągi osobowe (5 par dziennie), dowożące głównie do pracy zatrudnionych w kopalni "Lena". Od zamknięcia kopalni służy ona przewozom towarowym, obsługując Zakłady Urządzeń Górniczych i kamieniołomy bazaltu na Wilczej Górze.

Instytucje lecznicze nie wznowiły po wojnie działalności. W budynkach uzdrowiska zorganizowano ostatecznie w 1959 roku Zakład Poprawczy, jeden z dwóch na Dolnym Śląsku (oprócz Głogowa). W rok później uzupełniony został szkołą przyzakładową.

W 1986 roku Jerzmanice liczyły 782 mieszkańców zajmujących 65 gospodarstw. Z instytucji kulturalnych działających we wsi wymienić trzeba świetlicę z filialną biblioteką, którą opiekował się PGR. Od lat 50-tych do końca lat 70-tych działał także klub wiejski. Na 412 ha (w tym 384 ha użytków rolnych) dominuje uprawa zbóż i roślin okopowych. Dzieci chodzą do szkoły podstawowej, kontynuując naukę w Złotoryi.

Co pewien czas wraca na łamy prasowe i gminne fora dyskusyjne sprawa uzdrowiskowej przeszłości Jerzmanic Zdrój, a konkretnie szans kontynuacji tego typu działalności. Jeszcze pod koniec lat 60-tych ówczesne władze powiatowe zamierzały utworzyć tutaj 5 - hektarowy ośrodek wypoczynku świątecznego z obiektami dla 2000 wczasowiczów (m.in. kąpielisko i pole namiotowe). Potem rodziły się plany wyciągów narciarskich, kwater prywatnych, zajazdu turystycznego a nawet sanatorium. Na przeszkodzie stawał brak środków, szerszego zainteresowania a także reorganizacje terytorialne. W kwietniu 1986 roku Pracownia Fizykochemiczna i Bakteriologiczna ze Szczawna Zdroju zbadała na zlecenie Urzędu Gminy wodę ze źródeł koło posesji nr 23 (w pobliżu zakładu poprawczego) i na terenie PKP. Niestety, orzeczenie jest jednoznaczne - woda źródlana z Jerzmanic Zdrój, zawierając duże ilości bakterii szkodliwych dla zdrowia, nie spełnia norm higieniczno-sanitarnych wymaganych dla mineralnych wód butelkowych.

W latach 1987 - 1988 sprawa wód jerzmanickich ponownie ożyła. Woda czerpana ze studni głębinowych doprowadzana jest do sieci wodociągowej w Złotoryi. Tutaj też była ona butelkowana pod nazwą "Lena". Wodą z Jerzmanic Zdrój zainteresowana była swego czasu także duńska firma "Arwidan Agro a/s".

Autorzy tekstu:

mgr Roman Gorzkowski

mgr Krzysztof Maciejak

Widokówki pochodzą ze zbiorów: pana J. Banaszek

powrót do początku strony


Zabytki Jerzmanic Zdroju

Długie dzieje Jerzmanic pozostawiły kilka ciekawych zabytków. Znajdują się one zarówno w górnej jak i w dolnej części wsi.

Kościół św. Antoniego (Fot.1) wzniesiony został w późnym średniowieczu. Do takiego wniosku doprowadziła niegdyś historyków analiza figur z najstarszego ołtarza, które znajdowały się do 1945 roku w tzw. "Starym Pałacu". Datowano je na okres przed 1500 rokiem. Nie znamy więc ani dokładniejszego czasu powstania budowli ani jej fundatora.

W 1674 roku kościół miał dwie wysmukłe wieże, a pojedyncza wieżyczka widoczna na rysunku Fryderyka Bernarda Wernhera z 1748 roku istniała jeszcze w 1867 roku. W 1527 roku świątynię przejęli na długo, tj. do 1945 roku, ewangelicy i dzięki zapiskom pastorów posiadamy dokładniejsze wiadomości o nowożytnej historii kościoła.

Ucierpiał on znacznie podczas wojny 30-letniej. Stanowisko pastora pozostawało nie obsadzone aż przez 13 lat. Pastor Jan Koch, przybyły po tym okresie w 1654 roku do Jerzmanic, zapisał w księdze kościelnej m.in.: "Kto by pomyślał, że Jerzmanice będą znowu wsią", ujmując zwięźle długotrwałe spustoszenia. Obraz zniszczeń oddaje także protokół generalnej wizytacji kościelnej w 1655 roku: "23 czerwca oglądaliśmy kościół w Jerzmanicach, (...) zakrystia cała zawalona, nie zachował się potężny dzwon, wyposażenie prezbiterium, ornaty, kielichy, księgi; cmentarz wprawdzie otoczony murem, lecz wszędzie duże zniszczenia (...)".

Dzięki wysiłkom pastora Kocha (zmarł w 1699 roku) świątynię doprowadzono do całkiem porządnego stanu. W 1674 roku wisiały już dwa dzwony, a w 1693 roku odlano jeszcze jeden. Z częściowo przebudowanego kościoła korzystali wtedy także protestanci z Nowego Kościoła i Świerzawy, gdzie obiekty sakralne wróciły jeszcze w 1654 roku w ręce katolików. Około 1700 roku kościół został "poszerzony", jak stwierdza jeden z ówczesnych rękopisów. Chodzi tu, być może, o dołączenie nawy do istniejącego od dawna kamiennego prezbiterium. Czasy te przypomina bezżebrowe krzyżowe sklepienie. Na początku XVIII wieku zainstalowano również zapewne drewniane dwupoziomowe empory o dość ciekawej konstrukcji. Sprawiają one jednak wrażenie wykonanych niestarannie, choć może zostały przeniesione z innego kościoła, o czym świadczyłyby nie zawsze pasujące nacięcia w drewnie. Z końca XVIII wieku pochodzi barokowy portal głównego wejścia (Fot.2).

W maju 1813 roku, podczas przemarszu żołnierzy francuskich i pożaru probostwa, uległa zniszczeniu część ksiąg kościelnych. Probostwo odbudowano w 1815 roku (znajduje się na wschód od kościoła).

W prezbiterium i na zewnętrznych ścianach kościoła zidentyfikować można 6 tablic nagrobkowych z  XVI i XVII wieku. Najstarsza z nich znajduje się po północnej stronie prezbiterium i przedstawia Enlin, córeczkę Hansa von Bocka, zmarłą w 1576 roku. Obok widnieje podobizna jego synka zmarłego w 1584 roku. Na tejże ścianie prezbiterium umieszczono również nagrobek Anny z domu Schellendorf, gospodyni Zygmunta von Bocka, zmarłej w 1599 roku. Po przeciwległej stronie, w pobliżu ambony zobaczyć można Gotfryda von Schindel, właściciela tzw. górnego majątku, zmarłego w 1622 roku. Na zewnątrz kościoła od północy znajduje się nagrobek Anny, córeczki Hansa von Bocka, zmarłej w 1587 roku (Fot.3). Od południa umieszczono epitafium Daniela, synka pastora Laurentiusa Heinricha (w inskrypcji "Henrici"), zmarłego w 1584 roku. Nagrobki starają się przedstawić postaci w naturalnej wielkości i fakt ten niewątpliwie pogłębia wrażenia zwiedzających kościół.

Przy ołtarzu, pochodzącym ze Złotoryi, a ustawionym ok. 1955 roku, stoją stare figury św. Piotra i Pawła. Ołtarz zasłania jedną z empor.

W latach 1971, 1975 - 76, 1977 - 1978 kościół przechodził renowacje (m.in. poszerzono zakrystię, zmieniono ławki, posadzkę, elewacje).

Po wewnętrznej stronie okalającego kościół wmurowany został od zachodu krzyż kamienny z datą 1763 (Fot.4). Badacze zaliczają go z pewną ostrożnością do średniowiecznych krzyży pokutnych i przypuszczają, że data została wyryta wtórnie.

Mniej więcej naprzeciwko kościoła, lecz nieco na północ po drugiej stronie drogi, powstał w XVI wieku majątek Bocków i Schindlów (późniejszy PGR). W następnych wiekach został on poważnie rozbudowany. Tak o tych obiektach pisała jeszcze w 1971 roku Bożena Steinborn: "Pozostałościami z czasów renesansu są: kamienna brama wjazdowa w górnym folwarku, z portalem dla pieszych, zdobiona ornamentem roślinnym i okuciowym (...). W obrębie majątku wznosi się barokowy pałac z bogatym portalem wejściowym, ujętym w skośnie ustawione figury dźwigające balkon o ażurowej, kamiennej balustradzie. Na parterze pałacu znajduje się sień ze stiukową dekoracją sklepienia. Budowla powstała w pierwszej połowie XVIII wieku" (Fot.5).

Wystrój uświetniały ciekawe drewniane klatki schodowe i kominki z marmurowymi wykładzinami. Losy tego zespołu zabytkowego potoczyły się, niestety, tragicznie. Zamieszkujący pałac pracownicy PGR zmuszeni byli opuścić go już 1958 roku z powodu złego stanu sufitów. Od 1962 roku stopniowemu zniszczeniu zaczęły ulegać ściany. Wreszcie w 1974 roku rozebrano pałac, pomimo protestów wojewódzkiego konserwatora zabytków. Mieszkańcy Jerzmanic wspominają, jak to ówczesny kierownik PGR otrzymał mandat od konserwatora za zaniedbanie pałacu, a równocześnie ponaglenie z Powiatowej Rady Narodowej w Złotoryi odnośnie rozbiórki obiektu. W międzyczasie zamalowano również ornamenty bramy wejściowej, którą potem i tak częściowo rozebrano, ponieważ uniemożliwiała wjazd traktorom i załadowanym przyczepom. Portal dla pieszych starannie zamurowano. Zachował się na szczęście budynek obok pałacu z kartuszem herbowym Bocków - Schindlów w ornamencie liści akantu z datą 1714.

W latach 1904 - 06 właściciel majątku Jerzy Kauffmann zbudował tzw. nowy pałac (Fot.6). Znajdował się on w głębi dawnego PGR-owskiego podwórza, na południe od pałacu barokowego. Nowy pałac spłonął w 1945 roku, a mury stały jeszcze do 1954 roku.

W tym miejscu słów kilka o niektórych dawnych, a bardziej znanych właścicielach majątków w Jerzmanicach. Istniały niegdyś, jak pisaliśmy wyżej, dwa majątki, tzw. Górny z barokowym pałacem i Dolny, w obrębie dzisiejszej leśniczówki, na północ od zakładu poprawczego. Wiadomości o panach na Dolnym majątku sięgają połowy XVI wieku, czyli czasów Wolfganga von Bocka, humanisty i kanclerza księcia legnickiego Fryderyka II. Osoba Bocka przychodzi na myśl, ilekroć staje się przed skałką piaskowcową obok sklepu, niedaleko zakładu poprawczego. Znajdują się na niej trzy płaskorzeźby, z których największa przedstawia bogato ubranego mężczyznę z przedmiotem przypominającym berło i wyrytą datą 1550. Obok widnieje głowa w koronie i medalion z portretem kobiety. Wśród kilku hipotez powszechne uznanie zdobyła jedna, opublikowana w 1741 roku przez jerzmanickiego pastora Jana Dawida Matthai, sprawującego swój urząd w latach 1735 - 49. Stwierdził on, że chodzić tu może właśnie o Wolfganga von Bocka, ponieważ zmarł on w 1550 roku podczas zarazy. Sąsiednia głowa monarchy to zapewne podobizna ks. Fryderyka II. Kobiecego wizerunku nie można zidentyfikować.

W 1556 roku właścicielem Dolnego majątku był Zygmunt von Bock, a po nim jeszcze w XVI wieku nastał Hans von Bock.

Górnym majątkiem władała od XVI wieku szlachecka rodzina Schindlów. Za Fryderyka von Schindla tj. ok. 1587 roku, zbudowane zostały zapewne renesansowe obiekty na terenie dóbr szlacheckich. Od co najmniej 1699 roku trzymał majątek Abraham von Schindel i za jego czasów wzniesiono najpewniej znany nam już tzw. stary pałac. Obydwoma majątkami przez pewien czas zawiadywała jednocześnie raz rodzina Bocków, raz Schindlów, ale nie można określić szczegółów.

Na terenie wsi znajduje się również kilka posesji pochodzących z XIX wieku. Dom nr 23 na skrzyżowaniu dróg w dolnych Jerzmanicach to dawny zajazd "Pod koniem" z 1822 roku. W 1815 roku powstał budynek nr 76. Także z początku tego stulecia pochodzą domy nr 78 i 85.

Osobny fragment poświęcić trzeba tzw. Kruczej Ścianie, zresztą kilkakrotnie już wspomnianej. Nazwa ta dotyczy wyniosłych skał piaskowca, górujących nad stacją kolejową w Jerzmanicach. Kruczą Ścianę można podzielić na dwie części. Od strony południowej widać gładkie proste ściany uczynione ręką ludzką, natomiast od północy przylegają do nich skały o różnych kształtach wyrzeźbione przez naturę (Fot.7).

Kamieniołom w Kruczej Ścianie posiada bardzo długą historię. Być może już w XVI wieku napoczynano skałę. Wiadomo, że w XVII wieku użyto bloków jerzmanickiego piaskowca do budowy m.in. ratusza wrocławskiego i tamtejszego kościoła św. Elżbiety. Prace eksploatacyjne trwały aż do pierwszej  ćwierci XX wieku (Fot.8).

"Rzeźby" w piaskowcu powstałe w wyniku wietrzenia, przypominają dwie ludzkie twarze. Te dziwy przyrody dały powód narodzinom różnych legend dotyczących Kruczej Ściany. Poniżej zamieszczamy tekst jednej z nich (Fot.9).

 W 1913 roku Kruczą Ścianę kupił od złotoryjskich fabrykantów mistrz budowlany Urban, w którego posiadaniu był już przylegający kamieniołom. Urban zagwarantował, że nie naruszy skalnych tworów Kruczej Ściany, co zostało przyjęte z zadowoleniem przez miłośników przyrody nieożywionej. U podnóża skał zachowało się jeszcze tzw. skalne źródełko z kolumnowym klasycystycznym portalem, pamiętające czasy uzdrowiska (Fot.10).

Z Kruczą Ścianą wiąże się dramatyczny epizod z okresu wojny 30-letniej, podawany przez tradycję złotoryjską. W 1633 roku żołnierze Wallensteina złupili Złotoryję. Nie oszczędzano wtedy również kobiet i dzieci. Podanie głosi, iż jedna z niewiast zdołała uciec ze swym niemowlęciem aż na Kruczą Ścianę. Tu jednakże dopadła ją pogoń. Nieszczęsna kobieta, nie widząc ocalenia, rzuciła się wraz z dzieckiem ze skały.

Od 1979 roku górną częścią Kruczej Ściany przebiega zielony szlak turystyczny ze Złotoryi na Wilczą Górę i dalej do Wilkowa, Leszczyny, Prusic i Rokitnicy. Pod ścianami piaskowca rozpoczyna się ścieżka geologiczna poprowadzona w 1986 roku na Wilczą Górę przez PTTK w Złotoryi. 

Autorzy tekstu:

mgr Roman Gorzkowski

mgr Krzysztof Maciejak

Fotografie pochodzą ze zbiorów: TMZZ

powrót do początku strony


Walory geologiczno-geograficzne

Jerzmanice Zdrój leżą w obrębie Pogórza Złotoryjskiego, nad przełomem Kaczawy. Rozłożone są u stóp Pieklących Wzgórz (299 m n.p.m., N) i Golenia (303 m n.p.m., NW). Zajmują nieckowatą dolinkę uchodzącą do doliny Kaczawy (Rys. 1).

Swe malownicze położenie Jerzmanice zawdzięczają niewątpliwie ciekawej budowie geologicznej, z której elementami możemy się spotkać na terenie wsi na każdym niemalże kroku. Na tym obszarze występują dwie ważne jednostki geologiczne. Są to:

  1. zrąb Złotoryi,
  2. synklinalny rów Leszczyny.

Oddziela je od siebie inwersyjny (odwrócony) uskok Jerzmanic, który przebiega północnym skrajem wsi.

Na północ od uskoku leży tektoniczny zrąb (horst) Złotoryi. Od obszaru bloku przedsudeckiego oddziela go uskok brzeżny sudecki. Zrąb ten budują staropaleozoiczne skały kaledonitów kaczawskich. Zaliczamy do nich:

  1. skały ORDOWIKU:
    • łupki kwarcytowo-serycytowe,
    • fyllity serycytowe,
  2. skały SYLURU:
    • diabazy,
    • łupki krzemionkowe z wkładkami łupków ilastych.

Ze skał tych zbudowane są wznoszące się nad Jerzmanicami od północy zalesione wzgórza Pogórza Złotoryjskiego.

Na południe od uskoku Jerzmanic występują już skały osadowe (Rys. 2). Zostały one złożone w niecce Leszczyny, która stanowi wschodnie przedłużenie morskiego zbiornika północnosudeckiego. Spotykamy tu na powierzchni osadowe skały mezozoiczne triasu i górnej kredy. W jurze i kredzie dolnej obszar ten był lądem (stąd brak ich osadów).

W TRIASIE osadziły się:

  1. piaskowce warstwowane z wkładkami iłołupków,
  2. wapienie i margle ze śladami fauny,
  3. wapienie piaszczyste oolitowe.

Pod koniec triasu z omawianego obszaru ustąpiło morze. Na wynurzonym lądzie w jurze i dolnej kredzie zachodziły procesy denudacji.

W GÓRNEJ KREDZIE ponownie transgredowały wody morza północnosudeckiego. Niecka Leszczyny stanowiła płytki zbiornik, w którym osadzały się:

  1. kwarcowe piaskowce średnio- i gruboziarniste poziomu Inoceramus labiatus (turon),
  2. piaskowce margliste i margle poziomu Actinocamax plenus (turon),
  3. piaskowce margliste i margle (koniak).

W osadach górnokredowych spotkać możemy nieliczne tylko ślady fauny. Są to głównie ośrodki małżów (Pecten asper, Exogyra columba, Inoceramus labiatus, Inoceramus lamarcikii), belemnitów (Actinocamax plenus) i jeżowców. Pod koniec górnej kredy morze wycofało się.

W TRZECIORZĘDZIE skorupa ziemska była niestabilna. Uaktywnił się uskok Jerzmanic. Wzdłuż niego został silnie wypiętrzony zrąb Złotoryi względem obszaru niecki Leszczyny. Przekształciła się ona w synklinalny rów. Silne procesy niszczące usunęły z wyniesionego zrębu pokrywę permo-mezozoiczną, odsłaniając w ten sposób skały starszego paleozoiku (ordowiku i syluru). Ruchom tektonicznym towarzyszył wulkanizm bazaltowy. Stąd też tak liczne wystąpienia bazaltów i ich tufów w strefie uskoku Jerzmanic.

W CZWARTORZĘDZIE na obszar ten dwukrotnie wkroczył lądolód skandynawski. Osady polodowcowe występujące na powierzchni w obniżeniach terenu należą do drugiego zlodowacenia (środkowopolskie - Odra). W wyniku deglacjacji lądolód rozpadał się na bryły martwego lodu. Dwie z nich, zajmujące Kotlinę Świerzawy i Kotlinę Proboszczowa, zepchnęły wody Kaczawy kilka kilometrów na wschód. Powstała wtedy przełomowa dolina, którą Kaczawa płynie do dziś. Na odcinku Nowa Ziemia - Jerzmanice, na obszarze rowu Leszczyny, rzeka wcięła się w utwory kredowe odsłaniając piaskowce ciosowe, które ulegając procesom wietrzenia przybrały ciekawe grzybiaste formy. Ponizej stacji PKP Jerzmanice Zdrój (200 m), Kaczawa rozcina skały metamorficzne zrębu Złotoryi.

Najciekawsze odkrywki i formy w okolicy Jerzmanic:

KRUCZE SKAŁY - piaskowce dolnego turonu (górna kreda) z wkładkami zlepieńców u góry, barwy jasnoszarej i żółtej. Składają się głównie z okruchów kwarcu, łupków krzemionkowych i porfirów. Są zlepione słabym spoiwem krzemionkowo-ilastym. Skały te są gruboławicowe. Z uwagi na to, że występuje w nich oddzielność blokowa, nazwano je piaskowcami ciosowymi. Posiadają one ubogą faunę. Rzadko można w nich znaleźć ośrodki małżów (Exogyra columba, Inoceramus hercynicus, Inoceramus labiatus, Pecten cretacea) oraz jeżowców z gatunku Catopygus amygdalus. Piaskowce te powstały jako osady płytkiego przybrzeżnego morza. Okruchy skalne zostały przyniesione przez wody rzeczne z niszczonego lądu wyspy wschodnio-sudeckiej i usypane w formie języka piaskowcowego. Świadczy o tym choćby zmniejszenie się średnicy ziarna ku zachodowi i grubienie piaskowców ku wschodowi. Po ustąpieniu morza przy końcu kredy zaczęły działać procesy niszczące. Trwają one nieprzerwanie przez cały trzeciorzęd i czwartorzęd. Obecne odsłonięcie piaskowców to strome prawe zbocze przełomowej doliny Kaczawy. Procesy wietrzeniowe doprowadziły do zaokrąglenia bloków wzdłuż szczelin ciosowych wypreparowaniu warstw mniej odpornych. Dziś bloki te są rozsadzane także przez korzenie drzew i innych roślin. Dziełem człowieka zaś są gładkie, świeże ściany kamieniołomu. U podnóża skałek przy zabagnionej, niegdyś zmeliorowanej, równince znajduje się obudowa dawnego źródła z napisem "Felsenquelle", którą warto otoczyć troskliwszą opieką. W północno-wschodniej części skałek występuje podgięcie warstw piaskowca. Związane jest ono z uskokiem Jerzmanic. W jego też strefie założona została głęboka, nieckowata dolinka z zabudowaniami gospodarczymi. Za nią występują już ordowickie fyllity serycytowe i łupki kwarcytowo-serycytowe zrębu Złotoryi.
PRODUKTY TRZECIORZĘDOWEGO WULKANIZMU BAZALTOWEGO.
Żyła (bazalt masywny i utwory piroklastyczne) - 300 m na południe od stacji PKP, przy torach linii kolejowej Jerzmanice - Marciszów. Wystąpienie to leży w obrębie rowu Leszczyny, ok. 600 m na południe od uskoku Jerzmanic. Odkrywka
 przebiega na linii NNE - SSW. Jest ona dziś zarośnięta młodymi drzewkami i krzewami. Od północy obserwujemy podgięcie warstw piaskowców turońskich. Obok nich występuje zasypana dziś przez stożek usypiskowy szczelina ilasta, dalej materiał piroklastyczny, wewnątrz którego znajduje się żyła masywnego bazaltu. Główna masa utworów piroklastycznych występuje na S - SW od tej żyły. Granica między tymi dwoma kompleksami skał nie jest ostra - w bazalcie występują płaty skał piroklastycznych. W materiale piroklastycznym można wyróżnić kilkunastocentymetrowe bomby wulkaniczne. Mają one kształt owalny wskutek zastygania lawy w stanie półplastycznym w powietrzu. Obok nich występują fragmenty skał
 oderwanych od ścian komina. Na jednym z takich spieczonych porwaków znaleźliśmy ślad małży. Występują tu także liczne lapille (mniejsze kulki lawy wielkości orzecha) pozlepiane z piaskiem i popiołami (Rys. 3). Spotkać tu można jeszcze fragmenty pęcherzykowatej lawy (Rys. 4). Utwory te scementowane ze sobą tworzą aglomeraty i tufy wulkaniczne. W stropie
 w wyniku wietrzenia tworzy się zwietrzelina ilasta z cienką warstwą gleby. Wystąpienie to zostało odsłonięte przy budowie linii kolejowej pod koniec ubiegłego wieku. Było ono bardzo znane i często opisywane w literaturze turystycznej  i naukowej. U góry - nad odkrywką - przebiegała spacerowa ścieżka z barierkami. Dziś popada w zapomnienie, a szkoda, gdyż jest to jedno z ciekawszych odsłonięć tego typu w okolicy.
Żyły bazaltowe na N - NW od wsi. Występują one w strefie uskoku Jerzmanic. Dwie z nich znajdują się po południowej stronie Golenia. Można tam dotrzeć skręcając w pierwszą polną drogę w prawo (na N) za Jerzmanicami z drogi wyjazdowej do Pielgrzymki. W połowie drogi doskonały widok na Pogórze Kaczawskie: od wschodu widać Kostrzą Górę, Wilczą Górę, górny odcinek doliny Drążnicy z Wilkowem, kamieniołom Trupień - Łysanka; na południe: Czerwony Kamień, dolinę Kaczawy, Jeziorną, Ostrzycę, Kamienną Górę i inne. Jedna z żył tworzy małe wzniesienie po prawej stronie drogi polnej nad dolinką. Tuż za nią, po lewej stronie pierwszy zagajnik, w obrębie którego znajduje się druga z omawianych żył. Była ona niegdyś eksploatowana. Dziś na dnie starego łomu występują dwa małe stawki dziesięciometrowej średnicy, oddzielone od siebie zarośniętym progiem. Przy wschodnim stawku, po jego południowej stronie, znajdujemy wychodnie bazaltowych skał piroklastycznych z licznymi bombami wulkanicznymi. Kolejna żyła występuje po lewej stronie wschodniego wejścia do starego kamieniołomu. Można do niego dotrzeć od strony wsi (300 m na NW od kościoła) lub od opisanych wyżej stanowisk bazaltowych. Kamieniołom ten założono na uskoku Jerzmanic. Niegdyś eksploatowano tu wapienie i
 margle triasowe. W północnej części występują łupki paleozoiczne, należące już do tektonicznego zrębu Złotoryi. Wyżej wymienione skały tylko miejscami pojawiają się na powierzchni. Cały bowiem kamieniołom porośnięty jest roślinnością i częściowo przysypany zwietrzeliną i śmieciami. Niekiedy w skałach triasowych można spotkać ślady fauny morskiej (Rys. 5).
Wąwozy na południe od Jerzmanic - na obszarach występowania mało odpornych margli i piaskowców marglistych, na polnych drogach, przejeżdżające od kilku stuleci wozy rozcięły i wyżłobiły kołami glebę i skałę do głębokości 2 m.
Ślady górnictwa złota - spotkać je można szczególnie wzdłuż drogi prowadzącej z Jerzmanic do Świerzawy. Mają formę porośniętych roślinnością pagórków (hałdy złozone po przemyciu utworów złotonośnych) lub lejkowatych zagłębień (dawne szyby eksploatacyjne). 
Nie sposób jest wymienić wszystkich walorów przyrody nieożywionej i faktów historycznych z przeszłości Jerzmanic w niniejszym szkicu. Pozostaje nam jedynie zaprosić w te malownicze i pełne nieodkrytych tajemnic okolice.

SKAŁY  WYMIENIONE  W  TEKSCIE

BAZALT - skała wulkaniczna barwy ciemnej (od szarej do czarnej), często wykształcona w formie słupów wielokątnych.

DIABAZY - skały wulkaniczne wieku staropaleozoicznego o składzie mineralnym odpowiadającym bazaltom.

FYLLITY - skały metamorficzne (przeobrażone), łyszczykowe, o teksturze łupkowej.

ŁUPKI  ILASTE (iłołupki) - skały osadowe składające się z minerałów ilastych. Powstają przez daleko posuniętą diagenezę iłów. Cechuje je oddzielność międzywarstwowa lub złupkowanie.

MARGIEL - skała osadowa zawierająca węglan wapnia z dużą domieszką minerałów ilastych.

PIASKOWIEC - skała osadowa powstająca przez scementowanie luźnych piasków spoiwem (ilastym, krzemionkowym, żelazistym itp.).

SKAŁY  PIROKLASTYCZNE - materiał wyrzucany przez wulkan przy gwałtownych wybuchach. Mogą to być: bomby wulkaniczne, lapille, piaski, popioły i pyły wulkaniczne. Scementowane ze sobą mogą tworzyć brekcję wulkaniczną, aglomeraty wulkaniczne, tufy wulkaniczne i tufity.

WAPIEŃ - skała osadowa powstała głównie przez nagromadzenie kalcytowych szczątków organizmów lub też z węglanu wapnia wytrąconego w procesie biochemicznym.

WAPIEŃ  OOLITOWY - skała pochodzenia chemicznego, złożona z drobnych kuleczek kalcytowych spojonych spoiwem wapiennym, tworząca się w płytkich morzach.

NIEKTÓRE  POJĘCIA

  • DEGLACJACJA - ogół procesów prowadzących do uwolnienia terenu od pokrywy lodowcowej.
  • DENUDACJA - ogół procesów niszczących, powodujących wyrównywanie i obniżanie powierzchni ziemi (erozja, ruchy masowe, wietrzenie itp.).
  • OŚRODKI  MAŁŻÓW - skamieniałości powstające przez stwardnienie osadów wypełniających wnętrza muszli lub miejsca po zniszczonych muszlach.
  • RÓW  TEKTONICZNY - blok skorupy ziemskiej silnie wydłużony, obcięty z dwóch stron uskokami: jest on obniżony względem sąsiednich bloków (np. rów Leszczyny) (Rys. 6).
  • SYNKLINA - część fałdu, w której warstwy skalne wygięte są ku dołowi.
  • TRANSGRESJA - zalanie lądu przez morze, spowodowane obniżeniem lądu lub podwyższeniem poziomu morza.
  • USKOK - przesunięcie warstw skalnych (skał masywnych) wzdłuż powierzchni pęknięcia. Wyróżnia się w nim skrzydło wiszące i zrzucone.
  • ZRĄB - blok skorupy ziemskiej obcięty ze wszystkich stron uskokami; jest on wyniesiony względem sąsiednich bloków. Np. zrąb Złotoryi obcięty jest od południa uskokiem Jerzmanic, a od północy uskokiem brzeżnym sudeckim.

Autorzy tekstu:

mgr Roman Gorzkowski

mgr Krzysztof Maciejak

Rysunki pochodzą ze zbiorów: TMZZ
 

powrót do początku strony


Legenda o skamieniałych zbójcach z Jerzmanic Zdroju

Każdy, kto pociągiem mija stację Jerzmanice Zdrój lub wędruje pieszo doliną Kaczawy, zwrócić musi uwagę na ciekawie ukształtowane, strome ściany nieczynnego kamieniołomu piaskowca położonego tuż za budynkiem stacyjnym. Na stromej ścianie skalnej rysują się wyraźnie dwie pionowe kolumny, z których jedna zakończona jest twarzą mężczyzny, łatwą do rozpoznania ze wszystkich stron. Z tą właśnie kamienną postacią związana jest ciekawa i bardzo stara legenda.

Na szczycie skały stał kiedyś zamek rycerza – rozbójnika, którego brat Kuno (również rozbójnik) miał swą siedzibę w zamku na Wilczej Górze koło Złotoryi. Legenda opowiada o ich ostatnim i najstraszliwszym przestępstwie, o zbrodni, za którą zapłacili życiem.

Do rozbójników dotarła wieść, że doliną Kaczawy przejeżdżać będzie możny rycerz z nowo zaślubioną małżonką, i że w bagażach podróżujących znajduje się bogate wiano ślubne w złocie i kosztownościach. Zbójcy napadli orszak rycerski na drodze między Złotoryją a Jerzmanicami, a spętanych zawlekli do swego zamczyska na skale. Rycerz został zamordowany, a jego żona, zakuta w kajdany i wtrącona do lochu, umarła z głodu.

Kiedy zabójcy sięgnęli do sakw podróżnych, by podzielić zagrabione bogactwa, znaleźli ku swemu nieopisanemu przerażeniu pismo, z którego wynikało, że zamęczona głodem białogłowa jest ich rodzoną siostrą. Straszną i bezsenną noc spędzili mordercy i ich pomocnicy w zamczysku, oczekując wyroku sprawiedliwości.

O świcie postanowili opuścić straszne zamczysko i wraz z całym orszakiem pomocników zbójeckiego rzemiosła przenieść się na Wilczą Górę. Ale kiedy otwarli drzwi zamierzając opuścić komnatę, gromowy głos przykuł ich do miejsc, a przed nimi zjawiła się odrażająca postać karła. Wyśmiawszy ich tchórzostwo zaproponował przymierze, które miało im przywrócić spokój i radość życia. Znów nadludzki, donośny, nie wiadomo skąd pochodzący głos przestraszył zbójców do głębi. Wyliczywszy ich łotrostwa, zapowiedział rychłą karę i wezwał obu braci do wejścia na szczyt wieży zamkowej.

Ze szczytu wieży zobaczyli ponurą, czarną chmurę stojącą nad zamczyskiem na Wilczej Górze. Wśród nieustannych grzmotów i błyskawic wydawało się, że na zamczysko spadła lawina ognia. Nagle z ogromnym hukiem otwarła się Wilcza Góra i cały zamek z jego mieszkańcami zapadł się pod ziemię. Po chwili z nieopisanym hukiem góra się zamknęła i głucha cisza zapanowała wokoło.

Przestraszeni do ostatnich granic, zbiegali bracia po schodach zamkowej wieży. Zamek był jak wymarły. Służba już dawno uciekła. Kiedy zabójcy chcieli również uciec z ponurego miejsca, drogę zagrodził im duch niewinnie zamęczonej siostry, a zamek zatrząsł się w posadach. Osuwające się mury zawaliły wszystkie przejścia i ganki. Nie pomogły rozpaczliwe prośby i błagania – droga ucieczki była zamknięta. Jedynie loch do piwnicy, w której zgromadzone były zrabowane skarby, stał jeszcze otworem i tam w popłochu uciekali. Tu znów, wśród błyszczącego złota i iskrzących się drogocennych kamieni ujrzeli zjawę. Grobowym głosem odezwały się słowa czarodziejskiego zaklęcia i bracia zamienili się w dwa kamienie. Jako ostatnią łaskę przyrzekł im duch możliwość wybawienia. Corocznie w noc wigilijną o północy, kamienne wrota miały się otwierać na piętnaście minut. W tym czasie każdy mógł wejść do komnaty i wybawić skamieniałych pod warunkiem zadania im trzech pytań, rozbicia kamiennej powłoki i zabrania ze sobą tyle złota, ile człowiek tylko unieść może.

Czterysta lat później cnotliwy rycerz, który w grudniu przybył z daleka do Złotoryi w towarzystwie snycerza, mieszkańca Złotoryi, udał się w noc wigilijną na to miejsce. Gdy wybiła północ, ujrzeli przez stojące otworem drzwi dwóch skamieniałych rycerzy i siedzące na stole żywe dziecko. Gdy wybiło piętnaście minut po północy, z kamiennych lochów wyskoczyła kobieta zgięta pod brzemieniem wyładowanego, ciężkiego wora. Kamienne drzwi zamknęły się z trzaskiem.

Kobieta, która wyskoczyła z kamiennych lochów, była biedną mieszkanką Złotoryi, matką sześciorga dzieci. Słyszała ona o ukrytych skarbach i w ten sposób zamierzała pomóc swej pogrążonej w nędzy rodzinie. Obecnie kobieta załamywała ręce z rozpaczy – w pośpiechu zapomniała o dziecku pozostawionym w lochu, a teraz wszystkie próby otwarcia kamiennych drzwi nic nie pomagały. Prócz tego worek ze skarbami, zdobyty z takim trudem, zniknął nagle bez śladu.

Odważny rycerz wraz ze swym pomocnikiem postanowił za rok spróbować ponownie wejść do skarbca. Kiedy w następną noc wigilijną otwarły się wrota, ze zdumieniem zobaczyli żywe dziecko bawiące się sztukami złota. Rycerz szybko oddał dziecko stojącemu na zewnątrz snycerzowi, który otulił je płaszczem, a sam podszedł do skamieniałych postaci. Zadał im trzy pytania, na które usłyszał odpowiedź, siekierą uderzył w skamieniałych i wtedy dwaj rozbójnicy żywi stanęli przed nim. Gorąco podziękowawszy mu za wybawienie prosili, by zabrał tyle skarbów, ile tylko potrafi i by za to pomagał biednym ludziom, po czym znikneli.

Rycerz załadował worek złotem i na czas opuścił komnatę. Skarbem podzielił się sprawiedliwie ze snycerzem. Obaj fundowali później schroniska dla biednych i wiele rodzin uchronili od nędzy.

W drodze powrotnej do Złotoryi spotkali nieszczęśliwą matkę dziecka, która widząc je żywe i uśmiechnięte, ze łzami dziękowała im za pomoc.

Legenda mówi, że we wnętrzu skały zostało jeszcze dużo złota, i że w każdą noc wigilijną o północy kamienne drzwi stoją otworem dla ludzi sprawiedliwych i odważnych.

Zaś jako ostrzeżenie dla przestępców, przypominając po wieczne czasy karę, jaką wymierzono rozbójnikom, skała z poważną męską twarzą, zamyślona spogląda na piękną dolinę Kaczawy.
 

powrót do początku strony


Osadnictwo pradziejowe w rejonie Jerzmanic Zdroju

Nieczęsto można spotkać miejscowości, na obszarze których zlokalizowane są stanowiska archeologiczne, należące do wszystkich wyróżnionych przez archeologów okresów w dziejach kultury ludzkiej. Tę tzw. Ciągłość osadniczą szczególnie trudno jest uchwycić w terenie górskim i podgórskim. Istnieje wiele przyczyn małej obecności zabytków archeologicznych w górach, jak chociażby warunki klimatyczne i glebowe, które znacznie utrudniały prace polowe (a rolnictwo było przecież, poczynając od neolitu, głównym typem gospodarki człowieka). Ponadto górskim osiedlom często zagrażały powodzie, istniały wreszcie rozliczne trudności komunikacyjne. Lecz jest to tylko jedna strona medalu. Niewątpliwie w górach istniało osadnictwo, nie tak intensywne jak na obszarach nizinnych, ale jednak. A mimo to trudno odkryć w terenie górskim ślady pradziejowego osadnictwa człowieka. Dzieje się tak dlatego, że w górach i u ich stóp następuje szybka akumulacja osadów rzecznych, które zakrywają istniejące wcześniej na powierzchni ślady obecności ludzi. Osiedla górskie były nadto bardziej mobilne od zakładanych na nizinach, były bardziej krótkotrwałe – zamieszkiwano je tylko na czas gospodarczego wyzyskania ich najbliższego otoczenia i zazwyczaj szybko przenoszono na nowe miejsca. Nie mogła zatem odłożyć się w ich obrębie obfita warstwa kulturowa, tj. warstwa zawierająca szczątki pochodzenia antropogenicznego (fragmenty ceramiki, szczątki pożywienia, przedmioty kamienne, metalowe, rogowe itd.).

O wszystkich tych uwagach należy pamiętać przystępując do rozważań na temat najdawniejszej przeszłości Jerzmanic Zdroju. Jednak już pobieżna lektura dotychczas opublikowanych materiałów archeologicznych z tej wsi jest dla wielu sporym zaskoczeniem. W Jerzmanicach wystąpiły bowiem zabytki z różnych horyzontów chronologicznych, od neolitu poczynając (4500 – 1800 r. p.n.e.), na późnym średniowieczu kończąc (poł. XIII w. – koniec XV w.). Nie ma dłuższych „dziur” chronologicznych – okresów, które nie są reprezentowane w jerzmanickim materiale zabytkowym.

Główną przyczyną istnienia stanowisk różnych kultur archeologicznych w obrębie Jerzmanic jest położenie geograficzne tej wsi. Leżące nad Kaczawą, w miejscu, w którym rzeka wypływa z Sudetów na ich przedpole, Jerzmanice posiadały te warunki niezwykle korzystne. Dolina Kaczawy była dla ludności osiadłej w rejonie Legnicy jedną z najkrótszych dróg na południe, w stronę Kotliny Jeleniogórskiej. W okolicach Jerzmanic można było z powodzeniem godzić dwa typy gospodarowania: rolnictwo oraz eksploatację zasobów górskich (drzewo, surowce mineralne, zwierzyna łowna itd.). Nie może zatem dziwić obecność licznych osad, powstających w mniej lub bardziej czasowo odległych od nas okresach. Grupy ludności, które nie zakładały osad na interesującym nas terenie, a które wykorzystały dolinę jedynie do celów komunikacyjnych i gospodarczych, również mogły pozostawić po sobie ślady materialne. Z nimi można zapewne wiązać niektóre tzw. znaleziska luźne, pojedyncze zabytki, występujące poza osiedlami, które przedostały się do ziemi najczęściej przypadkowo, chociażby w wyniku ich zagubienia.

Brak jak dotąd dowodów na obecność człowieka w rejonie Jerzmanic w paleolicie (od pojawienia się człowieka do przełomu IX i VIII tysiąclecia p.n.e.) i mezolicie (przełom IX i VIII tysiąclecia p.n.e. – połowa V tysiąclecia p.n.e.). Ponieważ część badaczy łączy z paleolitem wojcieszowską (a więc również nadkaczawską) Jaskinię Północną w górze Połom, w której odkryto kilka przedmiotów kwarcytowych oraz czaszkę niedźwiedzia jaskiniowego, noszącą rzekomo ślady celowego spiłowywania kłów, można spekulować więc o penetracji przez ówczesnych ludzi terenów leżących na północ od ich miejsca zamieszkania. Nie należy spodziewać się na Pogórzu Kaczawskim (a zatem i w rejonie Jerzmanic) śladów ludności mezolitycznej. Ludność ta osiedlała się bowiem w zupełnie odmiennym środowisku geograficznym. Osady swoje zakładała z reguły na wydmach sąsiadujących z rzekami niżowymi. Zupełnie nie interesowała się terenami górskimi, w związku z czym stanowiska mezolityczne znane z ziem polskich z reguły nie przekraczają poziomicy 200 m. n.p.m.

Człowiek dowodnie pojawił się w okolicy Jerzmanic w młodszej epoce kamienia, zwanej neolitem. Na polach wsi odkryto w 1925 roku neolityczny kamienny toporek o długości 13.7 cm i szerokości 5 cm. Archeolodzy niemieccy wiązali ten zabytek z funkcjonującą na początku neolitu, mniej więcej od 4500 do 3750 roku p.n.e., tzw. kulturą ceramiki wstęgowej, najwcześniejszą rolniczą kulturą neolityczną na naszych ziemiach, przybyłą na Śląsk z dorzecza środkowego Dunaju. Nie jest to odosobniony zabytek wiązany z neolitem odkryty w okolicy. Również w okresie międzywojennym podobną siekierkę znaleziono w pobliskim Wilkowie, kamienną motykę w Nowym Kościele,  a w 1939 roku w samych Jerzmanicach – kolejną siekierkę kamienną. Podczas badań powierzchniowych prowadzonych w latach 1982 – 1984, pod kierunkiem profesora M. Gedla i doktora M. Parczewski z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, odkryto w rejonie Złotoryi dalsze 64 stanowiska neolityczne.

Kolejną po neolicie epoką w dziejach ludzkości była epoka brązu (1800 – 700 rok p.n.e. na ziemiach polskich). Brąz, stop miedzi i cyny w stosunku ok. 1:10, twardy i dający się łatwo obrabiać, stał się podstawowym surowcem do produkcji większości narzędzi (głównie broni) i ozdób. Na dużych połaciach Europy zaczęto poszukiwać wychodni rud miedzi i cyny. Metale te stały się najważniejszym towarem handlowym dla licznych ówczesnych społeczności europejskich. Na ziemie polskie brąz dostarczano z Turyngii, Rudaw, terenów podalpejskich, Siedmiogrodu, może też z kręgu kaukaskiego. Od dawna też trwa dyskusja, czy na Śląsku nie korzystano z rodzimych złóż, występujących na Pogórzu Kaczawskim w kilku miejscach w postaci wychodni. Nie ma jednak dotąd stuprocentowych dowodów archeologicznych popierających takie przypuszczenie. Faktem jest natomiast, że z epoki brązu znanych jest z terenu Jerzmanic kilka bardzo spektakularnych znalezisk. Zanim jednak znaleziska te zostaną przedstawione, kilka zdań należy poświęcić na krótkie omówienie podziału chronologicznego epoki brązu. Konieczne to będzie dla prawidłowego zobrazowania zjawisk zaszłych w tej epoce na terenie Jerzmanic. Epoka brązu dzieli się na pięć okresów:

  • I:    1800 – 1400 rok p.n.e.,
  • II:   1400 – 1200 rok p.n.e.,
  • III:  1200 – 1000 rok p.n.e.,
  • IV: 1000 – 800 rok p.n.e.,
  • V:    800 – 650 rok p.n.e..

W pierwszym okresie epoki brązu rozwinęła się w Czechach, Morawach, południowych rejonach dawnego NRD, na Śląsku i w Wielkopolsce tzw. kultura unietycka (nazwa od miejscowości Unetice, okr. Roztoki w Czechach). Ludność tej kultury stworzyła duże ośrodki metalurgiczne w Czechach, Saksonii i Turyngii, wykorzystujące miejscowe złoża miedzi i wytwarzające rozmaite typy przedmiotów. W Jerzmanicach nie odkryto dotąd stanowiska, które można byłoby powiązać z tą kulturą. W niezbyt oddalonym Sichowie pod koniec XIX wieku znaleziono jednak złoty diadem, który zdaniem części badaczy należy wiązać właśnie z kulturą unietycką.

Pod koniec XVI stulecia p.n.e. w dorzeczu środkowego Dunaju wykształcił się tzw. krąg kultur mogiłowych, nazwany tak ze względu na charakterystyczne sypanie kurhanu nad miejscem pochówku zmarłego. Na północnych peryferiach tego kręgu powstała na unietyckim podłożu, funkcjonująca przez cały II okres epoki brązu i początek III okresu tzw. kultura przedłużycka, z którą wiąże się jedno z jerzmanickich znalezisk. W 1926 roku miejscowy nauczyciel Grundmann dostarczył do wrocławskiego Muzeum Starożytności pochodzącą z grobu ciałopalnego szpilę uchatą długości 11 cm, o szablasto wygiętym trzonku i z płaską tarczkowatą główką o średnicy 2 cm. Szpile takie były charakterystyczne dla kultury przedłużyckiej w późnej fazie jej funkcjonowania (schyłek II i początek III okresu epoki brązu). Z kilku pobliskich miejscowości (Złotoryja, Nowy Kościół, Paszowice, Bolkowice, Gorzanowice, Słup) pochodzą inne zabytki, z całą pewnością związane z kulturą przedłużycką. Na początku III okresu epoki brązu na olbrzymich połaciach Europy rozwinął się tzw. krąg pól popielnicowych – zespół kultur, których zasadniczą cechą była obecność cmentarzysk zawierających liczne (nieraz do kilku, kilkunastu tysięcy) ciałopalne groby płaskie. Jedną z kultur tego kręgu była kultura łużycka (pierwsze cmentarzyska tej kultury odkryto na Łużycach), która przeżyła epokę brązu i zanikła dopiero w epoce żelaza. Z kulturą tą można wiązać kilka znalezisk jerzmanickich. Prawdopodobnie w III okresie epoki brązu istniało tutaj cmentarzysko łużyckie, z którego pochodzi ceramika zdobiona charakterystycznym dla wczesnych faz tej kultury ornamentem guzowym. Z tym samym okresem wiąże się odkryty w 1925 roku toporek kamienny. Najefektowniejszym jednak znaleziskiem datowanym na III okres epoki brązu jest skarb wyrobów brązowych, który dotrwał do naszych czasów, niestety niekompletny. Ciekawa jest historia jego odkrycia. Otóż w 1926 roku niejaki Munzberg orał pole leżące ok. 1,4 km na północ od Jerzmanic i nieco na południe od zagajnika zwanego „Piekłem” (die Holle – prawdopodobnie obecne Pieklące Wzgórza, 229 m. n.p.m.), na najwyższym wzniesieniu gruntów należących wówczas do jerzmanickiego posiadacza ziemskiego Wittkoppa. Na głębokości ok. 30 cm natknął się on na dużą liczbę pokrzywionych i połamanych bransolet i ogniw łańcucha brązowego. Objętość skarbu, ok. 12 bransolet, mieściła się ponoć w dwóch dłoniach dorosłego mężczyzny. Munzberg wspominał po kilku latach, że „ponieważ rzecz była tak zaśniedziała, nie dał jej dzieciom, lecz wyrzucił w lesie”. W dwa lata później, w tym samym miejscu, pojawiły się ponownie brązowe przedmioty. Tym razem Munzberg poinformował o znalezisku agronoma Guntera Materne, który w sierpniu 1928 roku przekazał znalezione przedmioty wrocławskiemu Muzeum. Była to jednak, jak wspomniano wyżej, tylko niewielka część pierwotnego skarbu, na którą składały się 3 otwarte taśmowate bransolety zdobione poprzecznym karbowaniem, o wymiarach (średnica x szerokość x grubość, cm): 6,9 x 1,44 x 0,6,   6,4 x 1,37 x 0,6  oraz  5,7 x 1,3 x 0,53. Zachował się również fragment łańcucha brązowego o długości 10 cm i średnicach ogniwek 2,7 cm. Podobne łańcuchy datowane na ten okres znane są ze Szwajcarii, Francji i południowych Niemiec. Muzeum wrocławskie wysłało do Jerzmanic swojego pracownika, aby ten mógł przeprowadzić metodyczne badania archeologiczne w celu ewentualnego odszukania reszty skarbu. Okazało się jednak, że jednak bezowocny. Udało się w rejonie odkrycia skarbu znaleźć fragmenty glinianych naczyń, kultury łużyckiej, poświadczających istnienie osadnictwa w epoce brązu na tym obszarze.

Z kolejnego, IV okresu epoki brązu nie są dotąd znane z obszaru Jerzmanic zabytki archeologiczne. Nie można jednak w związku z tym twierdzić, że istniała wówczas w tym rejonie jakaś pustka osadnicza. Wręcz przeciwnie – duże nasycenie dorzecza dolnej i środkowej Kaczawy w stanowiska archeologiczne datowane na ten okres, pozwoliło archeologom wydzielić dla IV i następnego, V okresu epoki brązu, tzw. grupę kaczawską kultury łużyckiej.

Właśnie z V okresu epoki brązu pochodzi najciekawsze jerzmanickie znalezisko archeologiczne. Bezsprzecznie na takie miano zasługuje skarb, młodszy od poprzedniego o kilka stuleci, tzw. „skarb z Podgórnika” – niegdyś odrębnej wsi, a obecnie przysiółka Jerzmanic. Również i ten skarb zachował się do obecnych czasów tylko częściowo. Niektóre pochodzące z niego przedmioty można obejrzeć we wrocławskim Muzeum Archeologicznym (określane są tam one jeszcze jako pochodzące z Podgórnika). Skarb posiada bogatą literaturę i co najmniej równie ciekawą historię odkrycia. Jesienią 1860 lub 1861 roku na otoczonym skąpym świerkowym lasem polu, w pobliżu Kruczej Ściany, właściciel pola i jednocześnie karczmy w Podgórniku, Willenberg, uderzył lemieszem pługa o jakiś masywny przedmiot. Był początkowo przekonany, że natknął się na kamień. Gdy jednak postanowił to sprawdzić, zdumiony ujrzał zakopane w ziemi duże wiadrowate naczynie zaopatrzone w parę kabłąków, w którym znajdowało się wiele brązowych przedmiotów: 4 czarki, sprzączki, groty oszczepów, siekierki, bransolety i naramienniki, nóż w kształcie dzisiejszego noża myśliwskiego oraz zagadkowy przedmiot o wadze ok. 6 kg, kształtem przypominający kopyto bydlęce (była to najprawdopodobniej sztabu surowca brązowego). Cały skarb ważył przeszło 30 funtów (ponad 15 kg). Moment odkrycia obserwowali, będący w tym czasie na polowaniu, dwaj wykształceni ludzie – złotoryjski lekarz i tamtejszy starosta ziemski (landrat). Nie zadali sobie jednak trudu, jak z goryczą pisali kilkadziesiąt lat później archeolodzy, poinformować znalazcy o naukowej wartości znaleziska. Efekt był taki, że Willenberg sprzedał skarb żydowskiemu domokrążcy z Jeleniej Góry za 8 talarów (inne źródła podają, że za 9 talarów lub za 9 srebrnych groszy za każdy funt). Tylko jedna, mająca zniszczone dno, czarka nie została sprzedana i trafiła do rąk złotoryjskiego kupca A. Rilkego, który przekazał ją do Muzeum we Wrocławiu. Tymczasem skarb trafił do prywatnego handlu w Jeleniej Górze. Część zakupił kupiec i jednocześnie kolekcjoner broni  i dzieł sztuki – Robert Tielsch, po którego śmierci w 1879 roku skarb z Podgórnika trafił do wrocławskiego Muzeum Starożytności (częściowo w drodze zakupu, częściowo zaś dzięki zapisowi w testamencie). Był to jednak tylko mały ułamek całości. Lecz nawet na podstawie tej niewielkiej części skarbu, ważącej raptem ok. 2,5 kg, można wyobrazić sobie, jak bogate było to znalezisko. Uniknęły zniszczenia 4 tulejowate siekierki o długości 10,0 – 13,8 cm, szerokości 2,6 – 3,3 cm, grubości 2,0 – 3,7 cm i masie 233 – 396 g, 2 groty oszczepów o długości 12,5 cm, maks. szerokości 3,7 cm i masie 100 i 103 g, 2 bransolety otwarte (pierwsza niezdobiona – gładka, druga zdobiona ukośnym karbowaniem) o średnicy 6,0 i 5,8 cm oraz grubości 0,7 i 1,2 cm, 2 naramienniki otwarte (również jeden ziezdobiony, drugi zdobiony ukośnym karbowaniem) o średnicy 10,0 i 9,5 cm oraz grubości 0,9 cm, 3 czarki wykonane z blachy brązowej oraz środkowa część zapinki brązowej, bogato zdobiona. Czarki zdobione są pasmami niewielkich wypukłych guzków i posiadają przynitowane taśmowate uszko. Były one importowane z południa Europy, najpewniej z przedgórza Alp lub Siedmiogrodu. Zachowany fragment zapinki ozdobiony został rzadko spotykanym motywem ornamentacyjnym, znanym na kompletnie zachowanej zapince z miejscowości Krenuvky na Morawach.

Co spowodowało, że w okolicach Jerzmanic Zdroju tak wiele zabytków archeologicznych jest związanych z kulturą łużycką? M. Gedl sądzi, że już w epoce brązu były eksploatowane przez tzw. śląską grupę kultury łużyckiej tutejsze złoża rud miedzi. Prowadzone przezeń badania powierzchniowe wykazały, że wychodnie utworów miedzionośnych zlokalizowane są w dolinach Kaczawy i niektórych jej dopływów, zwłaszcza Prusickiego Potoku, a także na wysoczyznach. Np. na polach wsi Biegoszów (oddalonej od Jerzmanic o ok. 6 km) występują okruchy rudy miedzi, zapewne azurytu. Eksploatacja miedzi musiała być poparta rozwiniętą siecią osadniczą, nie tylko w postaci osad otwartych (osiedli wiejskich) lecz także i obronnych (grodów). Na wierzchołku Czerwonego Kamienia (325 m. n.p.m.), góry oddalonej od Jerzmanic o ok. 6,5 km, zaś od wychodni rud w Biegoszowie o niespełna 1 km, ekipa prof. Gedla odkryła pozostałości po prawdopodobnie obronnej osadzie kultury łużyckiej, mającej znakomite położenie strategiczne i naturalne walory obronne.

Po upadku kultury łużyckiej nastąpił długotrwały zanik osadnictwa na Pogórzu Kaczawskim. Nie odkryto dotąd żadnego stanowiska z okresu lateńskiego (400 r. p.n.e. – przełom er) i tylko kilka śladów osadnictwa z okresu wpływów rzymskich (przełom er – ok. 375 r. n.e.), m.in. z Jerzmanic. W 1879 roku  wraz z częścią „skarbu z Podgórnika” Muzeum Starożytności otrzymało pochodzącą ponoć również z tej miejscowości prowincjonalnorzymską fibulę (zapinkę) brązową typu 68 w klasyfikacji Almgrena. Zapinki tego typu produkowano na początku naszej ery (0 – 40 r.) w warsztatach prowincji rzymskich (głównie w Noricum i Panonii, czyli Dolnej Austrii i na Węgrzech), skąd były masowo eksportowane na północ od Dunaju, na obszar tzw. Barbancum, gdzie szybko zaczęły być naśladowane przez miejscowych brązowników. Fibule te są bardzo często spotykane na naszych ziemiach, stanowią jedną z ważniejszych form przewodnich tzw. stadium B1 podokresu wczesnorzymskiego okresu wpływów rzymskich (lata 40 – 70).

Z okresu wędrówek ludów (ok. 375 – przełom VI/VII w.) nie znamy dotąd żadnego stanowiska w pobliżu Jerzmanic.

W literaturze archeologicznej istnieje kilka wzmianek o odkrywanych jeszcze w okresie międzywojennym na terenie Jerzmanic fragmentach ceramiki wczesnośredniowiecznej, czyli pochodzącej z okresu od przełomu VI/VII wieku do 1 połowy XIII wieku. Są to jednak bardzo skąpe ślady pobytu grup ludzkich w tym rejonie. Położone nieco na południe (okolice Nowego Kościoła) czy na wschód (Kopacz, Prusice, Rokitnica) tereny dostarczyły znacznie bogatszego wczesnośredniowiecznego materiału archeologicznego. Dopiero XIII wiek przyniósł znaczne ożywienie Jerzmanickiego osadnictwa. Przyczyną było złoto. Powszechnie wiadomo, że w rejonie Złotoryi znajdują się łatwo dostępne złoża piasków złotonośnych. Właśnie złotoryjski kruszec stał się magnesem ściągającym rzesze ludzi, którzy zaczęli zakładać liczne osady górnicze. O osadniczym boomie może świadczyć fakt, że podczas badań powierzchniowych M. Gedla i M. Parczewskiego na terenach miejscowości Złotoryja (z Kopaczem), Jerzmanice Zdrój, Sępów i Wilków zlokalizowano 125 stanowisk zawierających późnośredniowieczną ceramikę (XIII – XV w.). Stanowiska te koncentrowały się w dwóch skupiskach: większym (12 – 14 km2), obejmującym bezpośrednie sąsiedztwo obszaru średniowiecznej Złotoryi oraz mniejszym, lecz bardziej nas tu interesującym, leżącym na terenach Jerzmanic, Sępowa i Wilkowa. Koncentracja „jerzmanicka” związana jest z południową strefą występowania złotoryjskich piasków złotonośnych.

M. Gedl zauważył, że pozostałości osiedli górniczych inaczej rysują się obecnie niż ślady po innych, nie związanych z eksploatacją złota, osiedlach, leżących na Pogórzu Kaczawskim. Te pierwsze odkrywane są na polach, co świadczyłoby, że szybko zostały opuszczone lub zniszczone, nie zdążyły zatem przekształcić się w stabilne osady, które dotrwałyby do naszych czasów. Zajmowany przez nie teren zaczęto z czasem wykorzystywać jako pola orne. Stanowiska drugiej grupy występujące poza strefą złotonośną, zostały odkryte bezpośrednio przy wsiach założonych w ciągu XIII i XIV wieku. Nie są one śladami odrębnych osiedli, lecz są świadectwem użytkowania gruntów w średniowieczu przez ówczesnych mieszkańców obecnie istniejących wiosek.

Górnictwo złota w rejonie Złotoryi prosperowało (nieraz krótkotrwałymi załamaniami, jak chociażby w roku 1241) do końca XIV stulecia, kiedy wyczerpano najpłytsze, a zatem najłatwiej dostępne złoża. Sieć osadnicza uległa później znacznemu rozrzedzeniu, które zostało dodatkowo pogłębione przez najazdy husytów w latach 1427, 1428 i 1431. Na stanowiskach archeologicznych wokół Złotoryi nie stwierdzono występowania młodszej niż datowana na początek XV wieku ceramiki. Świadczy to, że wszystkie XIII- i XIV-wieczne osiedla górnicze zostały w 1 połowie XV wieku zniszczone i opuszczone.

Jerzmanice weszły tymczasem w orbitę zainteresowań już nie archeologów, a historyków.        

powrót do początku strony